Sylwia i Michał | Sesja ślubna w Bieszczadach

Górskie krajobrazy od zawsze zapierały dech w piersi każdego miał przyjemność choć przez chwilę z nimi obcować. Czy to Tatry, czy Alpy czy Bieszczady…każdy postawiony przed ich majestatem zaniemówi z wrażenia. Jeśli do tego wkomponujemy zakochanych po uszy w sobie ludzi i ich uczucia – czy może być coś piękniejszego? Pewnego letniego dnia miałem ogromną przyjemność fotografować najbardziej poruszającą sesję ślubną w mojej fotograficznej drodze. A to wszystko dzięki Sylwi i Michałowi. Dwójce zakochanych świeżo po ślubie, który niedługo może też będziecie mogli zobaczyć na mojej stronie. Ta para postanowiła, że nie dla nich plener ślubny nad jeziorem, w parku, a pałacowe komnaty to nie ich klimat. Surowe, nagie bieszczadzkie szczyty stały się tłem ich miłosnej przygody.

Sesja ślubna w Bieszczadach oczami fotografa

Bieszczady to piękne miejsce, na wskroś wyjątkowe. Nagie i pokryte wysokimi trawami szczyty obserwowane na zdjęciach innych fotografów od zawsze powodowały u mnie niesamowicie emocjonalne odczucia. Z wypiekami na twarzy podziwiałem te wielkie przestrzenie, sprawiające że człowiek przy tym czuję się tak mały. Nie wspominając o bajecznych zachodach słońca, malujących połoniny niczym impresjoniści swoje obrazy. Dlatego nie dziwi mnie, że zakochani pragną uwiecznić swoje uczucie w tak cudownym miejscu, gdzie emocje biorą górę nad wszystkim. To była moja pierwsza wyprawa na Połoninę Wetlińską. Miałem wielką nadzieję, że pogoda nam dopisze a światło zachwyci. I tak się właśnie stało. Na dodatek wiał porywisty wiatr, którego wielu może się obawiać ale uwierzcie mi – nic tak wspaniale nie dodaje fotografiom dramaturgii i epickości jak otaczająca natura poruszana w rytm tylko sobie znanej muzyki.

Sesja ślubna w górach

Bieszczady przywitały nas ciepłą pogodą i i pożegnały przepięknym zachodem słońca. Widok jaki zastaliśmy na górze z kretesem wynagrodził nam 4 godziny podróży samochodem i 1,5 godziny wspinaczki w górę szlakiem. Z każda chwilą Połonina Wetlińska wydawała się coraz piękniejsza i piękniejsza i stwarzała możliwości do niebanalnych kadrów, a Sylwia i Michał? Cóż, uczucia które ich łączy nie trzeba opisywać. Dali z siebie wszystko i wspaniale spisali się po drugiej stronie obiektywu. Często spotykam pary, które jeszcze długo będę wspominał i to była właśnie jedna z nich. Dobra energia jaką się ze mną wtedy podzielili wystarczyła, żeby obdzielić i tuzin fotografów. Moim nieskromnym zdaniem efekty tej sesji są zachwycające, a uzyskany klimat, który zbudowały zarówno góry, jak i piękna relacja Sylwi i Michała efektownie prezentują się na zdjęciach ślubnych.
Czy zatem Bieszczady i ich dzikie zakamarki są dobrym miejscem na sesję ślubną w górach?
Oceńcie sami!
Zapraszam do oglądania naszej małej wędrówki bieszczadzkimi szlakami.